Wiadomo – jeden rok mija, zaczyna się już kolejny. Jak ten czas szybko leci. Po wszystkich grudniowych ochach i achach nastał styczeń – czas formowania wszelkich życzeń i zachcianek ‘następnorocznych’.
Zazwyczaj listę takich zachcianek zaczyna się od płyt. Ale co tam, o płytach było niedawno, koncerty przecież też są nie mniej ważne. No bo co, jakiś fajny koncert zawsze by się przydał. Taki… inny, jakaś odmiana w końcu od tych dominujących w Szczecinie Much, Czesławów czy innych Cool Kidsów of Deathów. Chociaż… co tam będę ukrywał, fajny koncert to ja miałem wczoraj (Dick4Dick – nieprzyzwoita mega electro-ekstaza), a kolejny fajny szykuje się już za niecały tydzień (Kwadrofonik). No, a już za miesiąc czeka mnie Żywiołak – pewnie też ekstaza, lecz tym razem dla odmiany celtycko-neofolkowa. W międzyczasie minie mnie jakieś ostro dudniące electro (Skinny Patrini? Może). Pożyjemy, zobaczymy.
Przy okazji koncertowych życzeń niesposób nie wspomnieć słowa o Openerze czy Offie. Lecz tutaj więcej miejsca poświęcę Openerowi, bo prawdopodobnie na niego w tym roku się wybiorę. To raczej ciągle niepewne, acz mam na to nadzieję. W tamtym roku… no, lajnap był fajny, ale bez żadnej rewelacji. Niby Jay-Z, CocoRosie, Fischerspooner, moja Roszin Murphy… Ale brakuje mi tu jakiejś takiej mega-gwiazdy. Dwa lata temu była Björk (<3333333333), Sonic Youth.. No heloł. Dajcie mi coś takiego w 2009!
Co ja bym z chęcią zobaczył? No to na pewno już wspomnianą Björk. Gang Gang Dance? To byłby czad. Animal Collective? Jeszcze lepiej, kto by ich nie chciał. Świadomość usłyszenia In The Flowers na żywo to dla mnie coś niewyobrażalnego. Może Boredomsi? Albo Lindstrøm czy inny Trentemøller? Eh, pomarzyć zawsze można. ;) Możecie mi ściągnąć The Cure. Koncert w Polsce był dawno temu, już aż rok minął (>_>), może im się odwidzi i przyjadą? Chciałbym. A, nie zapomnijcie o The Knife. Chyba umarłbym na miejscu. A, The Sisters of Mercy wznowili działalność koncertową i mają wystąpić w Warszawie. Ale podobno żenadę odstawiają. A szkoda, bo legenda rocka gotyckiego na żywo? Sama myśl przyprawia mnie o ciarki. A teraz tak trochę nierealnie – dajcie mi Ulver, Current 93, Einstürzende Neubauten, Skinny Puppy, Cult of Luna, Isis, Neurosis, Have A Nice Life, Ellen Allien, Converge, Paavoharju, Envy, M83, The Bug, Venetian Snares i Burial. A będę w niebie.
Coś jeszcze a propos koncertów? A, no przecież. Bym zapomniał. W tym roku Szczecin organizuje Szczecin Rock Festival! Patrzcie co piszą organizatorzy. Uwaga, cytat dosłowny: “Wśród wykonawców, których chęć zaproszenia wyrazili organizatorzy, znaleźli się m.in. David Bowie, Coldplay, Beck, Neil Young, Arctic Monkeys, Rage Against the Machine, Linkin Park, The Verve, Placebo czy Franz Ferdinand.“. Rotfl. Kto wierzy, że David Bowie wystąpi w mieście, w którym od zarania dziejów nic się nie dzieje? Chyba będzie to musiała być jakaś interwencja Jezusa, bo ja średnio to widzę. Jak już ktoś napisał w komentarzach na Last.fmie – “na baaaank! bedzie pewnie Coma, Strachy na lachy, kult i wszystko to co na juwenaliach + feel ;)))“. Stawiam stówę, że tak będzie. No dobra, sam po cichu liczę na jakiegoś Davida Bowie. Cuda podobno się zdarzają. ;x
Co jeszcze ‘moje cudowne miasto Szczecin’ ma do zaoferowania? Tak jak w zeszłym roku, powinien być tzw. Boogie Brain Festival. Jak zwykle, artyści z serii “prawdziwa elektronika”. Jakiś nu-jazz, dub, drum and bass, electro, chillout, dubstep… Nawet Dicki byli. Z zeszłorocznego lajnapu kojarzyłem może z 3 wykonawców, ale na takie eventy to można iść w ciemno, tym bardziej, że w swoim mieście – kilka przystanków autobusem i jestem na miejscu. 8)
Heh, nie sądziłem, że tyle miejsca mi same koncerty zajmą. Dlatego chyba rozłożę ten wpis na dwie części – jutro część druga, czyli oczekiwania dotyczące płyt. Podejrzewam, że będzie krócej, ale to też nie miało wyjść takie długie. No, ale co tam. A, i wiecie co? Chyba niedługo będzie więcej tego typu wpisów. Takie rzeczy pisze się niezwykle lekko i przyjemnie. ;)