Wardruna – Runaljod – Gap Var Ginnunga [2009]

1 luty, 2009 - autor: patysmen

Ehm, chyba skończę z pisaniem tutaj. Jakby nie patrzeć, blogowanie ostatnio staje się dla mnie swego rodzaju brzemieniem – a tak raczej być nie powinno. Zresztą, ostatnio mam do czynienia z muzyką, o której po prostu czegoś sensowniejszego napisać nie umiem. Tak wyszło. No trudno. Lastefemował i rymował będę ciągle – więc wiecie gdzie mnie szukać. ;)

A, i ten. To miała być jakaś dłuższa wypowiedź o Wardrunie. Jak zapewne widać, nic z tego nie wyszło. Ale klikajcie śmiało, jedno z czołowych wydawnictw tego roku się szykuje. Ja tymczasem spadam. Do zobaczenia.

Ordo Rosarius Equilibrio – O N A N I – [Practice Makes Perfect] [2009]

29 styczeń, 2009 - autor: patysmen

1586354

Uff, w końcu przytrafiła mi się jakaś w miarę porządna płyta tegoroczna. Hm, no może trochę przesadzam, przecież jeszcze się styczeń nawet nie skończył. Ale słuchałem już z 20 płyt z tego roku, z czego większość woła o pomstę do nieba. Raptem sześć wydawnictw zasługuje na miano ‘dobre’.

..A jedną z nich jest właśnie płyta zespołu Ordo Rosarius Equilibrio. To już jest nie tyle ‘dobre’, co naprawdę niezłe i warte polecenia. Smakowity neofolk podany w martial industrialowym sosie, przyprawiony szczyptą dark ambientu. Apokaliptyczna atmosfera, specyficzne, zbiorowe (?) wokale, różne smaczki w tle (dzwony, etc.), niepokojąca perkusja, wyeksponowany bas… Wszystkie te pojedyncze elementy składają się na fenomen tej płyty. Brzmi to trochę jak połączenie Triarii i Rome (acz od tego drugiego zdecydowanie lepsze), mniej tutaj parti orkiestry symfonicznej (więc oddalają się od formy muzyki prezentowanej nam przez Triarii), i w ten sposób wypracowują swój własny, oryginalny styl. Czy fajny, czy nie – to już każdy oceni sam. Ja swoją ocenę już chyba podałem na początku.

Teraz tak trochę odbiegając od tematu… Przydałoby się zdementować ‘plotki’, jakoby nowa płyta Franz Ferdinand jest ’super fajna i naprawdę świetna’. Słuchałem. Nawet kilka razy mi się zdarzyło. I *niestety* nie dostrzegłem w tym czegoś, co by na dłuższy czas przykuło moją uwagę. Nudzą mnie po prostu, o. Nie wiem, może to dlatego, że średnio odpowiada mi wokal Alexa Kapranosa – nie, chyba nie, poprzednia płyta nawet mi się podobała. Tak szczerze, to nie wiem o co tyle krzyku. Podsumuję ich chyba dosyć oczywistą parafrazą – ‘they could have it so much better‘.

Ostatnio nawet pozwoliłem sobie zrobić (oczywiście jeszcze nie skończone) podsumowanie tegoroczne. Jakby ktoś był zainteresowany – [link].

Current 93 – Nature Unveiled [1984]

27 styczeń, 2009 - autor: patysmen

Current 93 to na dzień dzisiejszy chyba mój ulubiony zespół. Nie nie, nie za sprawą wszystkich tych ich neofolkowych wydawnictw, bo te, mimo że trzymają równy, wysoki poziom, po pewnym czasie stają się jednak zbyt wtórne. Jedynie Of Ruine Or Some Blazing Starre trwale utrzymało swoje miażdżące pierwsze wrażenie (do teraz to jedna z moich kilku płyt na 10/10). Ale to temat na osobny post (który imho już jest, kiedyś tam napisałem o tej płycie parę zdań). Co najbardziej mnie urzekło w dyskografii Current 93? Cały ich wczesny industrialowy materiał. Od niesamowitego Dogs Blood Rising, z jednym z najbardziej przerażających utworów jaki słyszałem Falling Back in Field of Rape, po wieńczący industrialowy rozdział w historii zespołu Christ and the Pale Queens Mighty in Sorrow. Nature Unveiled jest drugą studyjną płytą, po wspomnianym Dogs Blood Rising, nagranym przez Davida Tibeta i spółkę.

Możnaby próbować tutaj obchodzić sprawdę dookoła, ale po co? Przy takiej płycie najlepiej powiedzieć wszystko prosto z mostu, bez zbędnych ceregieli. Dwa utwory – pierwszy trwa 25, drugi prawie 20 minut. Oba to okrutna mieszanka eksperymentalnych industrialowych dźwięków z dark ambientowym klimatem i stylistyką. Zaczyna się (niepozornym?) chórem, który po niecałych dwóch minutach (jak te dwie minuty wydają się małe w porównaniu z długością całego utworu) przemienia się w okropne niskie dźwięki niczym z najgłębszych czeluści piekła. Całość uzupełnia ten jak bardzo znany, przerażający głos Davida Tibeta, który przez te wszystkie 25 minut uparcie wymiawia jedną frazę (Maldoror is dead – powtarzane do upadłego wprowadza w istny trans). Wszystkie te elementy nakładają się na to, że Nature Unveiled to jedno z najmniej przyjemnych nagrań, jakie kiedykolwiek dane mi było słyszeć. Ale za to, jak niesamowity klimat tworzy, to to się ująć słowami w żaden sposób nie da.

Zachcianki okołotegoroczne cz.2 ‘płyty’

26 styczeń, 2009 - autor: patysmen

Jak obiecałem, wczoraj było o koncertach, dziś będzie o zachciankowych płytach. Wspomnę też o albumach, które już wyleakowały, bo to też dosyć ważne. Hm, to od czego zaczynamy?

Może od tego, co mam na swojej prywatnej wishliście i tego, co mamy pewność, że wyjdzie. Na pierwszy ogień pójdzie Gui Boratto. W 2007 wydał świetne Chromophobia, oby w tym roku nie obniżył poziomu – jak mu się uda, to ma gwarantowane miejsce chociażby z moim podsumowaniu. A swoją drogą, nazwa jego najnowszego wydawnictwa to ‘Take My Breath Away‘. Świadome nawiązanie do The Knife? Może będzie nawiązanie nie tylko tytułem, ale i muzyką? Heh, to tylko (zapewne nic nie warte) przypuszczenia. Ja mam tylko nadzieję, że będzie się przy czym bawić, jak dwa lata temu przy Gate 7 czy Beautiful Life.

Dobra, Gui’a Boratto mamy z głowy. Zobaczymy, na co tam jeszcze czekam… O, nowa płyta Diamandy Galás, You’re My Thrill. O tym już chyba wspominałem, przy okazji Raportu z ostatnich 3 tygodni. Jak mówiłem, będzie się przy czym bać. Nową płytę mają też wydać post-metalowcy z Isis. Ich płyta sprzed dwóch lat, In The Absence of Truth zaskakiwała – ale jedynie żenująco niskim poziomem. Oby w 2009 nagrali coś na miarę Oceanic czy Panopticon – będę wdzięczny. Skoro już przy metalu jesteśmy, warto wspomnieć o nowym wydawnictwie gigantów drone doom metalu, Sunn O))). Jeżeli Dimensions będzie ciekawsze od zeszłorocznego Dømkirke (ciężko byłoby nagrać coś równie nużącego), to będzie przynajmniej fajnie. Po cichu liczę, żeby było dużo lepiej niż ‘fajnie’.

Ah ah, rzekomo ma pojawić się też coś nowego trupy Davida Tibeta. Z tego co patrzyłem na poprzednie wydawnictwa Current 93, wszystkie oscylują gdzieś w granicach neofolku. A szkoda, bo z co najmniej dwa razy większą chęcią posłuchałbym czegoś w rodzaju ich wcześniejszych, industrialowych wydawnictw typu Dogs Blood Rising czy Nature Unveiled. Ale mówić to ja sobie mogę…

Animal Collective wydali rewelacyjną płytę już na początku roku. Oni wiedzieli o tym. Wiedzieli, że będzie genialna. I teraz wszyscy przez cały rok będą (na próżno?) szukać lepszego tegorocznego albumu. Żeby na przekór wszystkim (?), dać co innego jako numer 1 w podsumowaniu 2009. Na co ja liczę? A właściwie, czego bym chciał? Czyli z serii: ‘nie wiadomo, czy wyjdzie, ale ja tam mimo wszystko snuję swoje domysły’. Może Björk coś wyda? Dwa lata temu była Volta. Volta… To może lepiej już nic nie wydaje, jeżeli to ma tak wyglądać. Może Ellen Allien uda się zrewanżować po nijakim, zeszłorocznym SOOL? Eh, oby. Khonnor wydał okropną EP-kę, więc niech lepiej ochłonie i wstrzyma się z wydawaniem płyty (o ile się na to szykuje). Może coś Neurosis? Coś, co po cichu skopie mi tyłek, niczym A Sun That Never Sets? Jaka szkoda, że sobie teraz jedynie marzę, a szanse spełnienia tych pragnień są raczej znikome.

Phil Elverum ze swoim Mount Eerie ostatnio wydaje sporo materiału. Nie pogardziłbym jakąś nową płytką, czy chociażby EP-ką. Ale mógłby troszkę bardziej poeksperymentować z brzmieniem, a nie tylko gitara, gitara, gitara i gitara.. Robert Smith i ekipa z The Cure niech raczej ograniczą się do grania Pornography i Disintegration na koncertach, aniżeli nagrywania czegoś pokroju 4:13 Dream. Kamą na openera, homies~!

O zachciankach płytowych byłoby chyba tyle… A, bym zapomniał (znów). Skoro Squarepusher zmienił trochę styl na EP-ce Numbers Lucent, świetnie by było, gdyby wydał cały LP, najlepiej dosyć podobny. Dwa wydawnictwa Squarepushera na liście 2009? Całkiem możliwe.

A co ciekawego już było w tym roku? ..z mojego punktu widzenia, ofkoz. Oprócz Animal Collective i Squarepushera niestety niewiele. Nawet nowy Tim Hecker nudzi trochę. No sorry, ale już zeszłoroczny Fennesz był ciekawszy. Glitch niestety nie dla mnie. Za to na uwagę zasługuje płyta zespołu WardrunaRunaljod – gap var Ginnunga. Jedna z bardziej ciekawych rzeczy w tym roku. Oscyluje gdzieś tam na granicy dark ambientu, neofolku i nordyckiej muzyki folkowej. “..No bo gdzie można usłyszec dźwięki dobyte z fletu zrobionego z kości czy z rogów kozła i byka, obok lir, harf i stukotu kopyt jelenia?” Ot, właśnie tutaj.

Zachcianki okołotegoroczne, cz.1 – ‘koncerty’

25 styczeń, 2009 - autor: patysmen

Wiadomo – jeden rok mija, zaczyna się już kolejny. Jak ten czas szybko leci. Po wszystkich grudniowych ochach i achach nastał styczeń – czas formowania wszelkich życzeń i zachcianek ‘następnorocznych’.

Zazwyczaj listę takich zachcianek zaczyna się od płyt. Ale co tam, o płytach było niedawno, koncerty przecież też są nie mniej ważne. No bo co, jakiś fajny koncert zawsze by się przydał. Taki… inny, jakaś odmiana w końcu od tych dominujących w Szczecinie Much, Czesławów czy innych Cool Kidsów of Deathów. Chociaż… co tam będę ukrywał, fajny koncert to ja miałem wczoraj (Dick4Dick – nieprzyzwoita mega electro-ekstaza), a kolejny fajny szykuje się już za niecały tydzień (Kwadrofonik). No, a już za miesiąc czeka mnie Żywiołak – pewnie też ekstaza, lecz tym razem dla odmiany celtycko-neofolkowa. W międzyczasie minie mnie jakieś ostro dudniące electro (Skinny Patrini? Może). Pożyjemy, zobaczymy.

Przy okazji koncertowych życzeń niesposób nie wspomnieć słowa o Openerze czy Offie. Lecz tutaj więcej miejsca poświęcę Openerowi, bo prawdopodobnie na niego w tym roku się wybiorę. To raczej ciągle niepewne, acz mam na to nadzieję. W tamtym roku… no, lajnap był fajny, ale bez żadnej rewelacji. Niby Jay-Z, CocoRosie, Fischerspooner, moja Roszin Murphy… Ale brakuje mi tu jakiejś takiej mega-gwiazdy. Dwa lata temu była Björk (<3333333333), Sonic Youth.. No heloł. Dajcie mi coś takiego w 2009!

Co ja bym z chęcią zobaczył? No to na pewno już wspomnianą Björk. Gang Gang Dance? To byłby czad. Animal Collective? Jeszcze lepiej, kto by ich nie chciał. Świadomość usłyszenia In The Flowers na żywo to dla mnie coś niewyobrażalnego. Może Boredomsi? Albo Lindstrøm czy inny Trentemøller? Eh, pomarzyć zawsze można. ;) Możecie mi ściągnąć The Cure. Koncert w Polsce był dawno temu, już aż rok minął (>_>), może im się odwidzi i przyjadą? Chciałbym. A, nie zapomnijcie o The Knife. Chyba umarłbym na miejscu. A, The Sisters of Mercy wznowili działalność koncertową i mają wystąpić w Warszawie. Ale podobno żenadę odstawiają. A szkoda, bo legenda rocka gotyckiego na żywo? Sama myśl przyprawia mnie o ciarki. A teraz tak trochę nierealnie – dajcie mi Ulver, Current 93, Einstürzende Neubauten, Skinny Puppy, Cult of Luna, Isis, Neurosis, Have A Nice Life, Ellen Allien, Converge, Paavoharju, Envy, M83, The Bug, Venetian Snares i Burial. A będę w niebie.

Coś jeszcze a propos koncertów? A, no przecież. Bym zapomniał. W tym roku Szczecin organizuje Szczecin Rock Festival! Patrzcie co piszą organizatorzy. Uwaga, cytat dosłowny: “Wśród wykonawców, których chęć zaproszenia wyrazili organizatorzy, znaleźli się m.in. David Bowie, Coldplay, Beck, Neil Young, Arctic Monkeys, Rage Against the Machine, Linkin Park, The Verve, Placebo czy Franz Ferdinand.“. Rotfl. Kto wierzy, że David Bowie wystąpi w mieście, w którym od zarania dziejów nic się nie dzieje? Chyba będzie to musiała być jakaś interwencja Jezusa, bo ja średnio to widzę. Jak już ktoś napisał w komentarzach na Last.fmie – “na baaaank! bedzie pewnie Coma, Strachy na lachy, kult i wszystko to co na juwenaliach + feel ;)))“. Stawiam stówę, że tak będzie. No dobra, sam po cichu liczę na jakiegoś Davida Bowie. Cuda podobno się zdarzają. ;x

Co jeszcze ‘moje cudowne miasto Szczecin’ ma do zaoferowania? Tak jak w zeszłym roku, powinien być tzw. Boogie Brain Festival. Jak zwykle, artyści z serii “prawdziwa elektronika”. Jakiś nu-jazz, dub, drum and bass, electro, chillout, dubstep… Nawet Dicki byli. Z zeszłorocznego lajnapu kojarzyłem może z 3 wykonawców, ale na takie eventy to można iść w ciemno, tym bardziej, że w swoim mieście – kilka przystanków autobusem i jestem na miejscu. 8)

Heh, nie sądziłem, że tyle miejsca mi same koncerty zajmą. Dlatego chyba rozłożę ten wpis na dwie części – jutro część druga, czyli oczekiwania dotyczące płyt. Podejrzewam, że będzie krócej, ale to też nie miało wyjść takie długie. No, ale co tam. A, i wiecie co? Chyba niedługo będzie więcej tego typu wpisów. Takie rzeczy pisze się niezwykle lekko i przyjemnie. ;)

Squarepusher – Numbers Lucent [2009]

22 styczeń, 2009 - autor: patysmen

Trzy dni temu swoją nową EP-ką uraczył nas znany twórca jazz fusion, idm i drum and bass Squarepusher. Otrzymaliśmy kolejną, po
Just a Souvenir, porcję nijakiego nie-wiadomo-czego? Na szczęścię nie tym razem.

Zacznijmy od tego, że Tom Jenkinson (bo to prawdziwe imię i nazwisko Squarepushera) chyba wziął sobie do serca niepochlebne recenzje swojej ostatniej płyty i postanowił wziąć się za siebie. Zrezygnował z płaskiego pseudo-jazzu i skąpych beatów na rzecz świetnych, sprawdzonych rozwiązań znanych chociażby z jego fenomenalnego wydawnictwa Hard Normal Daddy. Lecz to też tak nie do końca, bo na Numbers Lucent mimo wszystko słychać echa jego poprzedniego albumu.

Numbers Lucent wydaje się być wypadkową Just a Souvenir i jego starszych płyt, z Hard Normal Daddy na czele – w rezultacie dostajemy porządną mieszankę szybkich i zdecydowanych drum and bass’owych beatów, a całość zabarwia iście jazz’ująca stylistyka. Ale jazz schodzi tutaj na drugi plan. Już otwierający Zounds Perspex pokazuje nam dobitnie, że Just a Souvenir to (wprawdzie nie taka daleka, ale jednak) przeszłość, i że tym razem nudy bynajmniej nie doświadczymy.

Trzeba pamiętać, że mimo ostrych beatów, Squarepusher cały czas zachował w swojej muzyce znaną z jego poprzednich wydawnictw charakterystyczną ’subtelność’ . Utwory nie są napastliwe, kto oczekuje napierdzielanki niczym na zeszłorocznej płycie Venetian Snares’a to się trochę zawiedzie. Pamiętajmy, że jednak cały czas jest to jazz fusion, tym razem mocno zabarwiony IDM-em.

Chociaż z tą subtelnością to też właściwie nie jest dokładnie tak jak napisałem wyżej. Jenkinson zdradza swój zapęd do breakcore’u szczególnie w dwóch ostatnich utworach, na których jazz’owych elementów to trzeba już się trochę naszukać i nie są one na pewno na pierwszym planie. O ile jeszcze przedostatni, Arterial Fantasy, można jeszcze zamknąć w klamrach drum and bass, to już utwór ostatni można bez problemu podczepić pod etykietę ‘breakcore’. Illegal Dustbin to prawdziwa techno-wixa, przeogromne ‘WOOOOOOOW’ przy pierwszym odsłuchaniu. Czegoś takiego po Just a Souvenir chyba nikt się nie spodziewał. Jest to zaskoczenie, ale w stu procentach pozytywne.

Numbers Lucent to niezwykle miła tegoroczna niespodzianka, właściwie to chyba moje ulubione wydawnictwo z tego roku, tuż po Merriweather Post Pavilion. EP-ka robi niezłe wrażenie już przy pierwszym utworze, utrzymuje je przez cały czas, a na koniec atakuje ze zdwojoną siłą w sposób, którego nikt by chyba nie oczekiwał. “Some of the sickest raves on this planet!”

Einstürzende Neubauten – Z.N.S

20 styczeń, 2009 - autor: patysmen

Dzisiaj krótko, acz treściwie.

To chyba mówi samo za siebie.